Dzień 13

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Nie tak hop…Izrael to inne Państwo, wszystko mają pod kontrolą. Rano zadzwoniłam do ambasady, wyjaśniłam całą sprawę i w odpowiedzi usłyszałam, że jedynie nasze służby mogą podjąć jakieś działania w celu wyjaśnienia sprawy. Na dzień dzisiejszy nie dostane zgody na wjazd, muszą najpierw ustalić co się stało z Hanią, czy rzeczywiście przebywa w Izraelu, czy tamtego dnia opuściła samolot i w jaki sposób. Podchodzą do tej całej historii bardzo sceptycznie, w ich kraju takie rzeczy są praktycznie niemożliwe. Przy tak wielu kontrolach, pełnym monitoringu lotniska nikt niepostrzeżenie nie może opuścić samolotu, a co dopiero osoba z fałszywym paszportem i zmyślonym nazwiskiem…-„…a jeżeli to wszystko było zaplanowane, może nawet Wasze służby brały w tym udział?”. Usłyszałam „Bez komentarza, do widzenia”. Chyba to bardzo wrażliwy temat, skoro z miłej rozmowy przeszliśmy na tak oficjalny i niemiły ton.

Podczas mojej rozmowy zniecierpliwiony mąż dzwonił kilka razy, wreszcie udało nam się porozmawiać. Próbowałam wcześniej, jednak cały czas telefon był zajęty, chyba równocześnie dzwoniliśmy do siebie. Zdałam relacje z mojej rozmowy z ambasadą. Kazik wysłuchał i opowiedział swój pomysł : „Wśród pasażerów przecież było sporo młodzieży, jechali na jakąś olimpiadę. Musimy zdobyć ich namiary i skontaktować się z nimi, a jeżeli to nic nie da również z pozostałymi pasażerami. Może w takiej bezpośredniej rozmowie coś sobie przypomną, przecież Hania też jest studentką, a oni lubią trzymać się razem, zwłaszcza w przypadku gdy zagrożone jest życie…”. Tak zrobiliśmy, Kazik z domu, ja z Gdańska wydzwoniliśmy wszystkich pasażerów – oczywiście zdobycie takiej list nie było w pełni legalne, wręcz nielegalne, ale liczy się cel. Dziękując kapitanowi za pomoc wspomniałam, że jest porządnym człowiekiem, wczuwającym się w rolę ojca, wie co przeżywamy. Również ma dorastająca córkę, chucha na nią i dmucha, a i tak nie uchronił jej od używek. Miała problemy z alkoholem i narkotykami, teraz z tego wyszła, pomogli : jej, jemu i żonie kapitana zupełnie obcy ludzie. Przygarnęli ich córkę, dali zajęcie i wyciągnęli ją z nałogu – „…to był cud” – jak mówił kapitan. Teraz oni muszą oddać dobro innym, tak na wszelki wypadek żeby nie wróciło do nich zło, żeby nie wrócił koszmar stopniowej utraty dziecka, tak jak u nas jedynego dziecka.

Z tylu telefonów tylko dwa okazały się trafione i wniosły nowe fakty. Zdaniem jednej ze pasażerek, młoda kobieta opiekująca się tym chorym człowiekiem wysiadła z nim, ciągle go trzymając za rękę, rozmawiała z personelem karetki i tłumaczyła temu człowiekowi co się dzieje jak już odzyskał świadomość. Wydawało się jej logiczne, że wysiada i odprowadza chorego który podróżował w pojedynkę, w dodatku nie znał żadnego języka. Pomyślała, że jeżeli ten człowiek będzie musiał tu zostać to muszą znaleźć tłumacza. „Po ok. godzinnym postoju dostaliśmy kawę i ciastka, po wypiciu wszyscy się ucieszyli – personel samolotu oświadczył, że osoba która zasłabła na pokładzie już czuje się dobrze, jednak dla bezpieczeństwa zostaje w Eljacie na obserwacji. Mieliśmy za kilkanaście minut odlecieć. Wszyscy zaczęli bić brawo ; człowiekowi nic się nie stało, a my możemy kontynuować podróż”. Niestety nikt nie zwrócił uwagi na brak Hani, personel również nic, przystąpił do procedur…i odlecieli.

Kolejny dzień na nic, może jest w Izraelu, a może nie. Dlaczego to się tak komplikuje? Tyle tajemnic, nie wyjaśnionych zwrotów akcji, dlaczego Hani nie zadzwoniła stamtąd żeby nas uspokoić. Jestem przekonana na tysiąc procent, że jest w Izraelu. Ten paszport, nazwisko, wszystko tak jakby było przygotowane i zaplanowane! Tylko dlaczego, po co to wszystko, kim w tym całym bajzlu jest nasza córka? Po rozmowie z Kazikiem wymyśliliśmy : skoro nie można legalnie, a przynajmniej nie od razu to wyjedziemy do Izraela na wycieczkę i w jakiś sposób sprawdzimy wszystko tam na miejscu. Kiedyś poznaliśmy Żyda który przed przyjazdem do Izraela mieszkał w Polsce wraz z całą rodziną. Ma na imię Józek, jego życiorys to gotowy scenariusz do filmu sensacyjnego. Siedział w więzieniu w Berlinie, wcześniej już w Polsce miał problemy, potem po przyjeździe również poważne kłopoty z prawem. Na szczęście wszystko mu się udało wreszcie wyprostować, teraz jest przewodnikiem wycieczek po całym Izraelu. Dzwoniłam do niego przez Skypa, opowiedziałam nasza historię. Powiedział żebym przed wyjazdem podała mu dokładną datę, godzinę i miejsce przylotu, będzie czekał i ma nadzieję, że dzięki jego szerokim kontaktom uda się coś ustalić.

Rano będziemy szukali możliwie najszybszego terminu wyjazdu. Kazik przyjedzie do mnie dopiero jak coś potwierdzimy, będzie musiał potwierdzić opiekuna do gospodarstwa, wyjazd to min. tydzień, a zwierzęta nie mogą tyle zostać bez opieki. Musimy być odpowiedzialni, gorzej jak się nie uda załatwić zastępstwa. Zobaczymy, jutro będziemy mądrzejsi…

cdn…