Dzień 18

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Rano tradycyjnie śniadanie, potem wyruszyliśmy do Jerozolimy, kolejny hotel, tak na oko trzy gwiazdki ale jest internet. Przejechaliśmy przez Jerozolimę, jednak nocleg będzie w Betlejem, czyli już po stronie Palestyny, za wysokim murem odgradzającym Arabów od Żydów.

Wychodzi na to, że teraz Żydzi zamknęli Arabów w getcie, taki chichot historii…Betlejem – dopiero teraz uzmysłowiłam sobie, że dokładnie w Wielkanoc znalazłam się tutaj, przecież przez zupełny przypadek, a jestem w takich miejscach Ziemi Świętej o których mogłam tylko pomarzyć. Jutro zwiedzimy całą Jerozolimę, przejdziemy drogą krzyżową, będziemy przy Grobie Pańskim, przy Ścianie Płaczu…to brzmi jak sen.

Przeżywam te wszystkie miejsca, jednak inaczej niż reszta wycieczki, chyba z podwójną mocą. Mam tyle nowych myśli, niektóre zupełnie oderwane od rzeczywistości, dla przykładu : ” …może Hania, miała nas już dość, może byliśmy nadopiekuńczy, może za bardzo wymagający, może za bardzo ją rozpieszczaliśmy” – no tak ale od czego są rodzice!

Przecież musimy dawać przykład, proponować różne cele w życiu, dbać o dobro jedynego dziecka, więcej dzieci już mieć nie możemy…to dla kogo mamy żyć, komu ofiarować siebie jak nie jej?

Po obiedzie wyjedziemy na stare miasto do Jerozolimy, Józek załatwił z przewodnikiem, że sam mnie oprowadzi i zobaczę wszystko co najciekawsze, a my będziemy mieli czas na rozmowę o Hani. Dopiero wieczorem odstawi mnie na miejsce zbiórki. Jeżeli wydarzy się coś nagłego natychmiast będziemy mogli zareagować. Wycieczka zostaje tu na dwa noclegi więc trochę czasu będzie.

Jest Józek, wreszcie, macha do mnie z daleka – widzę, że jest w dobrym humorze, chyba coś wie…” Małgosi, jest człowiek z samolotu, ten którego przywieźli karetką z lotniska. Zabiorę Panią do szpitala, porozmawiamy powinien nam wszystko wyjaśnić i znajdziemy Pani córkę!”. Raz jesteśmy na ty, raz na pani ale przecież to nie ma znaczenia. Ruszyliśmy taksówka do szpitala.

Serce waliło mi jak po maratonie, już widziałam w myślach Hanię. Spokojnie najpierw ten pan z samolotu, potem będę się cieszyła. Wbiegamy do szpitala, potem winda na czwarte piętro. Wchodzimy do wskazanego pokoju, widzimy pacjenta, tak to pasażer samolotu, przywieziony karetką z lotniska. Witamy się, to Polak, potwierdza wszystko – mówi, że pomogła mu dziewczyna z Polski, przyjechała z nim do szpitala i tyle, nic więcej nie wie. Miała na imię Jadzia, tak się do niej zwracał. Pokazałam zdjęcia z niepewnością…” tak to ona Jadzia”.

Ten Pan był jednak bardzo przestraszony patrząc na Józka, Józek też to zauważył. Poprosiłam żeby kupił nam kawę, a ja jeszcze chwilkę porozmawiam z tym Panem…Opowiedziałam co tutaj robię, prosiłam żeby coś sobie jeszcze przypomniał, dla mnie każda informacja jest na wagę złota. Poprosił, żebym go odwiedziła jutro ok. 10.00 jeżeli to możliwe,  wtedy będzie mógł mi przekazać informację od Jadzi, ale dopiero jutro, nie mówiąc nikomu i muszę być sama.

Jak wróci Józek, pożegnamy się i oczywiście jutro pojawię się w szpitalu raz jeszcze. Najważniejsze : wiem, że Hania żyje! Ale skąd ona wie o moim przyjeździe do Jerozolimy? Jak to możliwe? Zostawi dla mnie wiadomość!? A gdybym tu nie dotarła? Dlaczego kolejna nowa tożsamość, teraz „Jadzia” ? Znowu komplikacje, co tu jest grane? Nie mogę tego przekazać również Kazikowi, znowu by przekazał policji ze strachu o mnie.

Muszę zaryzykować i jutro przyjechać na spotkanie sama, przecież to miejsce publiczne, raczej nic mi nie grozi. Józek, wrócił z kawą. Popatrzył na mnie i już wiedział, że coś wiem. Zapytał czy już możemy iść, pożegnał się z panem z samolotu i nie czekając na odpowiedź wyszedł. Na korytarzu, zapytał co wiem i czy mogę mu o tym powiedzieć. „Niestety, dopiero jutro jak się upewnię, że naprawdę coś wiem – ok.?” Skinął głową, potakując i pojechaliśmy na stare miasto coś zjeść, potem zwiedziliśmy wszystkie najważniejsze miejsca Jerozolimy.

Józek odprowadził mnie na miejsce zbiórki i nawet nie próbował podpytywać, wiedział, że gdybym mogła i chciała powiedziałabym. Prosiłam go, żeby jutro przyjechał pod szpital o 11.00 czyli godzinę po moim spotkaniu z tym pasażerem. Myślę, że wystarczy czasu – jak czegoś konkretnego się dowiem przekażę  Józkowi i zobaczymy jak się to rozwinie.

Wróciliśmy do Betlejem, z całą grupą udaliśmy się na wieczorny spacer po tych historycznych miejscach, po ziemi na której narodziła się nasza religia. Moje myśli były jednak już na jutrzejszym dniu, czego się dowiem, czy zobaczę Hanię, co ona tu tak naprawdę robi, dlaczego to wszystko jest tak zawikłane? Mam  nadzieję, że jutro będzie już koniec moich poszukiwań i odnajdę wewnętrzny spokój.

Po powrocie do pokoju szybka kąpiel i spać. Ciężka noc przede mną, nie mogę zasnąć, przewracam się z boku na bok. Skoro nie mogę zasnąć, napiszę jeszcze do męża. Tak ogólnie o wszystkim, również o tym, że jutro z Józkiem spotykam się po 11.00 , że czekam na to spotkanie z nadzieją – muszę trochę na okrągło, dopiero po spotkaniu wyjaśnię Kazikowi dlaczego nie wspomniałam o wcześniejszej rozmowie w szpitalu…

…cdn