Dzień 21

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Nagle budzi mnie przewodnik i karze się ubierać do wyjścia. Wydaje mi się, że jest środek nocy, przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Jedna z kobiet podaje mi gorącą , mocną herbatę z miętą, bardzo posłodzoną czyli tradycyjną arabską.

Po wypiciu, herbata postawiła mnie na nogi. Daje znać przewodnikowi, że możemy ruszać. Kolejna godzina drogi, a jest dalej ciemno.

Robimy przystanek. Przewodnik dziwnie się zachowuje, robi się strasznie nerwowy. Mówi coś o zapłacie, a przecież Józek powiedział, że wszystko jest opłacone…

Ten straszny Arab, chce pieniędzy, daję mu 100 dolarów…on rzuca je na ziemie i uderza mnie dwa razy w twarz – tak dostałam, że zobaczyłam gwiazdy. Po chwili przyjeżdżają jacyś kolejni Arabowie i strasznie się kłócą z moim przewodnikiem.

Wreszcie dają mu pieniądze, on szybko się oddala, a ja nie wiem co się dzieje, krzyczę żeby mi wyjaśnił co jest grane, próbuję za nim biec, ale jeden z tych obcych ludzi łapie mnie mocno za szyję i powala na ziemię. Kładzie się na mnie i z pomocą pozostałych…gwałci.

Potem robią to dwaj kolejni…udaje mi się wreszcie wyrwać i wyciągnąć pistolet jednemu z nich. Pierwszy raz miałam broń w ręku, ale w tym amoku, złości, wstydzie po tym co się stało udaje mi się strzelić do najbliższego, potem do drugiego – trzeci który próbuje mi wyrwać pistolet również dostaje.

Miałam jakieś nadprzyrodzone siły, pokonałam trzech dużych chłopów. Widząc ich zakrwawionych, leżących bezwładnie na ziemi uświadomiłam sobie co się stało. Nie czuje satysfakcji, że zostali ukarani za tą obrzydliwą zbrodnię. Czuję nie wiem dlaczego swoją winę i wstyd, czuję złość i zdradę.

Wydaje mi się, że Józek to zaplanował i mnie po prostu sprzedał. Może myślał, że nikt nigdy się o tym nie dowie. Może umówili się, że zostanę już tutaj na zawsze żywa lub martwa nigdy nie opuszczę tej strasznej ziemi…

Co ja mam teraz zrobić, po tym wszystkim co się stało, jestem zbyt naiwna, za bardzo ufam ludziom. Z drugiej strony robię to wszystko dla mojej córki, chcę ją odnaleźć i przywieźć do Polski.

Teraz nawet nie wiem czy ona jest w Jordanii, czy to była od samego początku ukartowana intryga Józka. Może chciał mnie zwabić do Jordanii i sprzedaż tym zwyrodnialcom.

Minęły dwie może trzy godziny, cały czas siedzę w tym samym miejscu. Bardzo mnie wszystko boli, to było bardzo brutalne co zrobili, nawet zwierzęce. Mam pełno krwi na całym ciele, mojej i ich po strzałach. Czuje się fatalnie, zwłaszcza psychicznie, to co przeżyłam zostanie w mojej psychice na zawsze.

Chciałabym ich jeszcze raz zabić gdyby to było możliwe, biorę broń do ręki i strzelam do każdego raz jeszcze. Tym razem celuje w ich przyrodzenie, tak na wszelki wypadek gdyby żyli już nie skrzywdzą żadnej kobiety, a dla tych którzy ich tutaj odnajdą te strzały będą sygnałem co może ich spotkać za gwałt.

Po chwili uświadomiłam sobie dlaczego tu jestem, szukam Hani która może w każdej chwili znaleźć się w podobnej sytuacji. Ja już mam życie z górki, ale ona dopiero wchodzi w dorosłe życie, nie może przeżyć tego co ja, bo to ją zniszczy. Mimo wszystko muszę walczyć dalej.

Zabieram broń i ruszam dalej w poszukiwaniu najbliższej osady. W międzyczasie zrobiło się jasno. Ledwo idę, robię małe kroczki, idę bardzo wolno, a i tak ból jest coraz większy.

Po jakiejś godzinie marszu wreszcie widzę w oddali jakieś domy. Przyspieszam z nadzieją, że spotkam tam jakieś kobiety które będą mogły i chciały mi pomóc. Czuję się strasznie brudna, brudna tym co się stało, tym co zrobiłam. Uświadamiam sobie, że przed chwilą zabiłam trzech mężczyzn, fakt zrobili mi straszne rzeczy, ale jednak to morderstwo.

Przyszła mi teraz jeszcze jedna myśl, co zrobi mój mąż jak się dowie, czy mi wybaczy, czy zrozumie to co się stało, czy będzie mnie za to winił? Przecież jego reakcja może być skrajna, od zrozumienia do kompletnego braku akceptacji. Ja wiem, że nie ma tu mojej winy, przecież nie ubierałam się jakoś wyzywająco, znam mniej więcej zasady i reguły panujące w świecie arabskim.

Wiem jak traktują swoje kobiety, wiem jak obce, ich zdaniem niewierne, czyli te które nie czczą ich boga…przecież oni interpretują wiarę jak chcą i dostosowują do swoich potrzeb.

Docieram do pierwszego budynku, na szczęście jest w nim kobieta. Widzi mnie i zaprasza do środka, jest przerażona moim widokiem. Mimo wszystko pomaga mi, udaje nam się porozumieć na migi, zna również kilka słów po angielsku, proponuje kąpiel. Potem podaje czystą sukienkę i prosi żebym szybko ubrała i wyszła zanim wróci jej mąż. Na drogę daje jedzenie i picie oraz ciepłą chustę tak wiem, że noce są strasznie zimne.

Kobieta która mi pomogła, powiedziała o obozie który jest ok. pięciu kilometrów stąd. Odradza mi kierowanie się w ich kierunku – podejrzewa, że moi oprawcy również byli stamtąd. Powiedziała jeszcze, że od czasu do czasu zaopatruje ich w żywność, ostatnio była tam dzień wcześniej i wtedy nie zauważyła żadnej białej kobiety.

Niestety nie mogłam pokazać jej zdjęcia ponieważ mój przewodnik ukradł mi wszystkie rzeczy myśląc, że i tak wcześniej czy później mnie zabiją. Mam nadzieję dopaść tego drania również, a na samym końcu policzyć się z Józkiem. Jestem tak blisko, musze sprawdzić czy w tym obozie nie ma mojej córki, nie zrezygnuję. Teraz naprawdę już nie mam czego stracić, poświęcę nawet moje życie jeżeli bezie taka potrzeba!

Robi się szaro i coraz zimniej jak zawsze po zachodzie słońca, Docieram do obozu, schowana za pobliskie zarośla obserwuję z oddali co tam się dzieję, może uda mi się wypatrzyć Hanię, może jest tam również mój przewodnik i Józek biorący swoja dolę za mnie. Zostanę to na noc. Na szczęście kobieta która mi pomogła dała mi również ciepłe rzeczy, teraz dzięki nim przetrwam tą zimną noc.

cdn…

Dzień 20

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Kolejny dzień, o dziwo śpię jak zabita, budzi mnie dopiero telefon z recepcji. Standardowa pobudka na śniadanie, teraz w małej panice wszystko pakuję i biegiem na śniadanie.

Czuje się strasznie, totalna porażka, niczego nie ustaliłam, a przecież byłam tak blisko. Teraz już nie wiem czy moja córka wie o mojej walce o nią czy nie, czy jest w to w jakiś sposób zamieszana i świadoma konsekwencji takiej sytuacji.

Mam nadzieję, że gdyby wiedziała o narażaniu matki to dałaby znać, próbowałaby się jakoś skontaktować czy chociaż wysłać wiarygodna informację.

Trudno muszę wytrzymać, nie mam innej możliwości powrotu do kraju jak ze wszystkimi, zwłaszcza teraz pod koniec wycieczki nie ma sensu kombinować.

Muszę dać radę, może uda mi się trochę wypocząć, Wrócę do Polski i wszystko zacznie się od nowa.

Robimy przystanek przy jeziorze Galilejskim, tutaj będzie również nocleg. Widzę na schodach Józka…co on tu robi, juz mnie przepraszała, więc nie ma sensu więcej rozmawiać.

Dam mu do zrozumienia, że nie mamy o czy mówić. Rozumiem go, zdaję sobie sprawę z możliwości konsekwencji dla niego gdyby zaczął zbyt mocno zabiegać w temacie Hani.

Zobaczył mnie i bez ceregieli szepnął : „Hania jest w Jordanii, pomogę Ci przekroczyć granicę…oczywiście jeżeli chcesz spróbować ją odnaleźć?” Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem, nie wiedziałam już czy mogę mu następny raz zaufać. Przecież znowu może mnie zostawić bez pomocy, ale jak to prawda, jak Hani jest w Państwie obok?

Postanowiłam wysłuchać Józka. Powiedział, że dostał pewna wiadomość od znajomego, który pracuje dla Mosadu, że Hania obecnie przebywa w obozie koło Petry w Jordanii. Niestety nie wie w jakim charakterze, czy jako więzień czy ochotnik.

To jakaś filia bojowników ISIS, bardzo niebezpieczna grupa, organizują zamachy i porwania. Tutaj również próbują wprowadzić siłą swoje prawo, dzięki zastraszaniu, porwaniom i zamachom wywołują ciągłe zamieszanie i poczucie strachu. Józek powiedział, że ma możliwość przerzucenia mnie przez granicę, a potem z powrotem do Izraela.

Oczywiście to będzie kosztowało, jeżeli nie mam pieniędzy on za mnie wyłoży – oddam kiedy będę mogła. To był dawny Józek, już nie bał się jak ostatnio, chyba naprawdę chciał mi pomóc.

Muszę mu zaufać i zrobić co powie. To będzie kosztowało tysiąc dolarów, nie mam tyle przy sobie ale mój mąż przeleje te pieniądze Józkowi na wskazany numer rachunku. Wróciłam do hotelu, spakowałam wszystko i wsiadłam do Józka samochodu.

Po drodze bardzo mnie przepraszał i tłumaczył swoje zachowanie strachem. Szantażowali go zabiciem kogoś bliskiego z rodziny, teraz ta osoba jest już bezpieczna i dlatego może mi pomóc. Powiedział, że odwiezie mnie do miejsca z którego będę musiała przejść kilka kilometrów pieszo w nocy.

Będzie na mnie czekał człowiek który przerzuca ludzi przez granicę kilka razy w tygodniu, więc wie co i jak trzeba zrobić. Józek będzie na mnie czekał w Petrze, jedzie tam z wycieczką jako drugi przewodnik dzięki czemu mi pomoże.

Dojechaliśmy, przemytnik już czekał, nie wyglądał zbyt przyjaźnie, od pierwszego spojrzenia widać było niechęć do ludzi z Europy, a chyba dodatkowo do kobiet.

Trudno, muszę z nim iść. Po trzech godzinach drogi po pustyni, dotarliśmy do obozu gdzie musimy spędzić noc. Już jesteśmy w Jordanii, dalej wyruszymy rano.

Zostało jeszcze kilka godzin marszu do miejsca gdzie ma czekać na mnie Józek. Na szczęście w obozie jest kilka kobiet, właśnie w ich namiocie mogę się przespać.

Niestety żadna z nich nie mówi po angielsku, tylko z przewodnikiem mogłabym porozmawiać, tyle że on nie ma ochoty. Grzecznie kładę się spać pijąc gorącą, mocna herbatę na dobry sen.

cdn…

Dzień 19

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Czy to będzie przełomowy dzień w moich poszukiwaniach? Mam taka nadzieję, sama sobie odpowiadam i robię nadzieję, jeszcze wczoraj ta nadzieja była większa, dzisiaj coś mi się zaczyna kłębić w głowie i już takiej pewności nie mam.

Nie będę czekała, skoro nasza wycieczka wyrusza do miasta o 8.30 i jak przewodnik powiedział będziemy mijali szpital poproszę o zatrzymanie i postaram się wcześniej być na miejscu. Będę czekała przy drzwiach i punktualnie o 10.00 wejdę. Tak zrobiłam.

Chociaż bardzo chciałam to przyspieszyć na wszelki wypadek weszłam dopiero o ustalonej godzinie…Co jest? Teraz tu leży ktoś inny, nie ma pasażera z którym wczoraj się tutaj umawiałam. Nowy pacjent był Żydem, nie mówił po angielsku, więc biegiem udałam się na dół do informacji.

Pani która tam pracowała powiedziała, że ten pacjent został wypisany jeszcze wczoraj żeby zdążyć na samolot, ponieważ musiał wrócić do Polski. Jego stan zdrowia już na to pozwalał. Zostawił dla Pani, która do niego przyjdzie o godzinie 10.00 kopertę z informacją o którą prosiła.

Bez zbędnych pytań szybko otworzyłam list : „Szanowana Pani, bardzo przepraszam jednak nie mogłem się z Panią dzisiaj spotkać. Musiałem wypełnić zadanie którego się podjąłem. W czasie czytania tego listu już będę na miejscu docelowym, nie w Polsce.

Pani córka wiedziała, że moja choroba w samolocie to fikcja, ponieważ „Jadzia” była częścią tego planu, a właściwie główną aktorką. Po wyjściu z samolotu, weszła ze mną do karetki, a tam już czekała identycznie ubrana i bardzo podobna fizycznie dziewczyna, która wysiadła i machała do nas odjeżdżających w karetce.

„Jadzia” – wiem, że to nie jest prawdziwe imię Pani córki – a więc „Jadzia” po drodze bez słowa wysiadła. Więcej jej nie widziałem. Wczoraj przyszedł jakiś człowiek, który wiedział o Pani pobycie tutaj i poszukiwaniach, również o tym, że Pani mnie tutaj odwiedzi i powiedział, że muszę wykonać zadanie i przekazać takie informacje:

O dzisiejszym spotkaniu oraz o tym, że Pani córka się z Panią skontaktuje, jednak dopiero po Pani powrocie do Polski. Jej już nie ma w Izraelu, jest cała i zdrowa – nic więcej nie może powiedzieć. Nie powinna też Pani więcej jej szukać, bo to jej może bardzo zaszkodzić…”.

I co teraz? Za chwilę wszystko przedstawię Józkowi, zobaczymy co mi poradzi. Potem skontaktuję się z mężem, teraz jeszcze raz muszę wszystko przemyśleć. Józek przyszedł wcześniej, wszystko mu opowiedziałam. Teraz on powiedział czego się dowiedział.

Jego kontakt, potwierdził pobyt Hani tutaj jak również jej wyjazd, na 99% to Jordania. Nie wie czy to kraj docelowy czy tylko kolejny etap. Wszystkie informacje są juz nieaktualne dlatego zostają mu przekazane, uważa tą całą operację za bardzo niebezpieczną, odbywającą się w bardzo zaawansowanych procedurach czyli musi być również bardzo ważna rangą…

Józek chyba nie wszystko mi przekazuje, teraz zmienia zupełnie ton, już nie jest taki pewny siebie i swoich możliwości. Albo się czegoś przestraszył, albo został skutecznie „przekonany” do odpuszczenia tematu.

Tak też zrobił, poradził mi powrót do kraju razem z całą wycieczką. Przeprosił, że już nie może mi pomagać, musi za godzinę wyjechać do pracy. Dostał kolejne zlecenie jako przewodnik. Pożegnał się i szybko wyszedł.

Zaniemówiłam, poczułam się opuszczona, zrozpaczona i oszukana. Przecież Józek obiecał, że pomoże mi odnaleźć Hanię, zaufałam mu. Mógł nie robić mi nadziei, miał ponoć takie mocne kontakty, może to były tylko takie przechwałki, może chciał mi tylko zaimponować?

Teraz to i tak nie ma znaczenia. Nie wiem co dalej robić. Samolot powrotny mam dopiero za dwa dni, co ja tutaj sama zdziałam? Zadzwoniłam zrozpaczona do Kazika, zaniemówił… jego nadzieja tez prysła jak bańka mydlana.

Nie wie co mi doradzić, co dalej robić. Oczywiście nie mogę zostać w Izraelu nielegalnie, bo nawet po co skoro Hani tu nie ma. Może faktycznie skontaktuje się z nami w Polsce, ale przecież nie wiem czy tak będzie, czy tylko w taki sposób chcą się mnie pozbyć…

Mój mąż po namyśle powiedział, że muszę wracać, a potem dalej będziemy już wspólnie wszystko robić, nawet kosztem utraty gospodarstwa. Dopóki jest szansa na odnalezienie, zrobimy wszystko żeby zrealizować ten cel.

Mija ten straszny dzień, spakowani jedziemy dalej w kierunku Galilei, jednak nie mam ochoty na zwiedzanie. Chce jak najszybciej wracać do Polski, muszę wytrzymać jeszcze dwa dni, dwa dni które będą dla mnie jak cała wieczność. Nie wiem jak to wytrzymam.

Zaliczamy kolejny hotel, nawet nie zwracam uwagi jak się nazywa, nie idę na kolacje, chcę się tylko położyć. W pokoju zrobiłam sobie kawę. Położyłam się i nawet jej nie ruszyłam, padłam jak śnięta.

cdn…

Dzień 18

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Rano tradycyjnie śniadanie, potem wyruszyliśmy do Jerozolimy, kolejny hotel, tak na oko trzy gwiazdki ale jest internet. Przejechaliśmy przez Jerozolimę, jednak nocleg będzie w Betlejem, czyli już po stronie Palestyny, za wysokim murem odgradzającym Arabów od Żydów.

Wychodzi na to, że teraz Żydzi zamknęli Arabów w getcie, taki chichot historii…Betlejem – dopiero teraz uzmysłowiłam sobie, że dokładnie w Wielkanoc znalazłam się tutaj, przecież przez zupełny przypadek, a jestem w takich miejscach Ziemi Świętej o których mogłam tylko pomarzyć. Jutro zwiedzimy całą Jerozolimę, przejdziemy drogą krzyżową, będziemy przy Grobie Pańskim, przy Ścianie Płaczu…to brzmi jak sen.

Przeżywam te wszystkie miejsca, jednak inaczej niż reszta wycieczki, chyba z podwójną mocą. Mam tyle nowych myśli, niektóre zupełnie oderwane od rzeczywistości, dla przykładu : ” …może Hania, miała nas już dość, może byliśmy nadopiekuńczy, może za bardzo wymagający, może za bardzo ją rozpieszczaliśmy” – no tak ale od czego są rodzice!

Przecież musimy dawać przykład, proponować różne cele w życiu, dbać o dobro jedynego dziecka, więcej dzieci już mieć nie możemy…to dla kogo mamy żyć, komu ofiarować siebie jak nie jej?

Po obiedzie wyjedziemy na stare miasto do Jerozolimy, Józek załatwił z przewodnikiem, że sam mnie oprowadzi i zobaczę wszystko co najciekawsze, a my będziemy mieli czas na rozmowę o Hani. Dopiero wieczorem odstawi mnie na miejsce zbiórki. Jeżeli wydarzy się coś nagłego natychmiast będziemy mogli zareagować. Wycieczka zostaje tu na dwa noclegi więc trochę czasu będzie.

Jest Józek, wreszcie, macha do mnie z daleka – widzę, że jest w dobrym humorze, chyba coś wie…” Małgosi, jest człowiek z samolotu, ten którego przywieźli karetką z lotniska. Zabiorę Panią do szpitala, porozmawiamy powinien nam wszystko wyjaśnić i znajdziemy Pani córkę!”. Raz jesteśmy na ty, raz na pani ale przecież to nie ma znaczenia. Ruszyliśmy taksówka do szpitala.

Serce waliło mi jak po maratonie, już widziałam w myślach Hanię. Spokojnie najpierw ten pan z samolotu, potem będę się cieszyła. Wbiegamy do szpitala, potem winda na czwarte piętro. Wchodzimy do wskazanego pokoju, widzimy pacjenta, tak to pasażer samolotu, przywieziony karetką z lotniska. Witamy się, to Polak, potwierdza wszystko – mówi, że pomogła mu dziewczyna z Polski, przyjechała z nim do szpitala i tyle, nic więcej nie wie. Miała na imię Jadzia, tak się do niej zwracał. Pokazałam zdjęcia z niepewnością…” tak to ona Jadzia”.

Ten Pan był jednak bardzo przestraszony patrząc na Józka, Józek też to zauważył. Poprosiłam żeby kupił nam kawę, a ja jeszcze chwilkę porozmawiam z tym Panem…Opowiedziałam co tutaj robię, prosiłam żeby coś sobie jeszcze przypomniał, dla mnie każda informacja jest na wagę złota. Poprosił, żebym go odwiedziła jutro ok. 10.00 jeżeli to możliwe,  wtedy będzie mógł mi przekazać informację od Jadzi, ale dopiero jutro, nie mówiąc nikomu i muszę być sama.

Jak wróci Józek, pożegnamy się i oczywiście jutro pojawię się w szpitalu raz jeszcze. Najważniejsze : wiem, że Hania żyje! Ale skąd ona wie o moim przyjeździe do Jerozolimy? Jak to możliwe? Zostawi dla mnie wiadomość!? A gdybym tu nie dotarła? Dlaczego kolejna nowa tożsamość, teraz „Jadzia” ? Znowu komplikacje, co tu jest grane? Nie mogę tego przekazać również Kazikowi, znowu by przekazał policji ze strachu o mnie.

Muszę zaryzykować i jutro przyjechać na spotkanie sama, przecież to miejsce publiczne, raczej nic mi nie grozi. Józek, wrócił z kawą. Popatrzył na mnie i już wiedział, że coś wiem. Zapytał czy już możemy iść, pożegnał się z panem z samolotu i nie czekając na odpowiedź wyszedł. Na korytarzu, zapytał co wiem i czy mogę mu o tym powiedzieć. „Niestety, dopiero jutro jak się upewnię, że naprawdę coś wiem – ok.?” Skinął głową, potakując i pojechaliśmy na stare miasto coś zjeść, potem zwiedziliśmy wszystkie najważniejsze miejsca Jerozolimy.

Józek odprowadził mnie na miejsce zbiórki i nawet nie próbował podpytywać, wiedział, że gdybym mogła i chciała powiedziałabym. Prosiłam go, żeby jutro przyjechał pod szpital o 11.00 czyli godzinę po moim spotkaniu z tym pasażerem. Myślę, że wystarczy czasu – jak czegoś konkretnego się dowiem przekażę  Józkowi i zobaczymy jak się to rozwinie.

Wróciliśmy do Betlejem, z całą grupą udaliśmy się na wieczorny spacer po tych historycznych miejscach, po ziemi na której narodziła się nasza religia. Moje myśli były jednak już na jutrzejszym dniu, czego się dowiem, czy zobaczę Hanię, co ona tu tak naprawdę robi, dlaczego to wszystko jest tak zawikłane? Mam  nadzieję, że jutro będzie już koniec moich poszukiwań i odnajdę wewnętrzny spokój.

Po powrocie do pokoju szybka kąpiel i spać. Ciężka noc przede mną, nie mogę zasnąć, przewracam się z boku na bok. Skoro nie mogę zasnąć, napiszę jeszcze do męża. Tak ogólnie o wszystkim, również o tym, że jutro z Józkiem spotykam się po 11.00 , że czekam na to spotkanie z nadzieją – muszę trochę na okrągło, dopiero po spotkaniu wyjaśnię Kazikowi dlaczego nie wspomniałam o wcześniejszej rozmowie w szpitalu…

…cdn

Dzień 17

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Po śniadaniu, poprosiłam przewodnika o telefon, skontaktowałam się z Józkiem, niestety nie miał jeszcze żadnych nowych informacji. Potwierdziłam, że po śniadaniu ok. 2 godziny pojeździmy po stolicy Izraela, przewodnik opowie o najważniejszych miejscach, potem będziemy mieli jeszcze dwie godziny na spacer i zakupy w centrum miasta.

Wreszcie wyruszymy w kierunku Morza Martwego, gdzie również będzie nocleg, a według programu także kąpiel. W tym morzu, woda jest tak słona i ma taką wyporność, że nawet osoby które nie potrafią pływać się nie utopią. Ponoć nawet całkowite zanurzenie jest ciężkie do zrealizowania. Jadąc autokarem, właściwie żadne informacje od przewodniczki do mnie nie docierały.

Przez dwie godziny, mój wzrok był skierowany w jakiś ruchomy, ale ciągle jeden punkt. Dopiero po zatrzymaniu, Pani która siedział obok mnie powiedziała, że już wszyscy wysiedli, autokar pojedzie na parking, pojazd ma być pusty, wszyscy musimy go opuścić i zabrać rzeczy osobiste.

Nie miałam ochoty na zwiedzanie, poszłam do najbliższej restauracji w której był internet, zamówiłam kawę i zadzwoniłam do męża przez skypa. Bardzo się ucieszył, był na polu w traktorze, ale cały czas miał włączony internet i czekał na informacje ode mnie.

Wreszcie mogliśmy się zobaczyć i porozmawiać twarzą w twarz, ta technika jest wspaniała, możliwości kontaktowania się ludzi z różnych miejsc na całym świecie to chyba największe osiągnięcie cywilizacyjne ostatnich lat. Oczywiście wcześniej też były takie możliwości, jednak teraz właściwie każda osoba posiadająca dostęp do internetu może z tego skorzystać. Już nie trzeba być bogaczem, te możliwości są praktycznie dla każdego człowieka.

W głosie Kazika wyczułam zawód, chyba myślał – podobnie jak ja -, że pierwszego dnia będę miała dobre wieści o Hani i będzie tylko kwestią czasu wspólny powrót do Polski. Mimo wszystko dobrze tak sobie porozmawiać, zobaczyć najbliższą osobę tak mocno mnie wspierającą i dodająca sił na kolejne dni.

Przecież to już tyle czasu,a dalej niczego nie ustaliliśmy. Na szczęście widziano ją już po zaginięciu więc na odnalezienie naszej córki ciągle jest duża szansa i wielka nadzieja, nawet matczyna pewność! Kazik poprosił mnie żebym załatwiła z Józkiem publikację zdjęcia Hani na portalach społecznościowych w Izraelu, w ich języku, może tak coś się uda.

Możemy podać kontakt do przewodnika lub do Józka. Oczywiście, za chwilę napiszę do niego taką prośbę na FB i prześlę zdjęcia Hani, mam nadzieję, że się zgodzi i to załatwi. Umówiliśmy się na kontakt wieczorem, a teraz muszę szybko napisać do Józka, za chwilę wyjeżdżamy i nie będę miała z nim kontaktu.

Dojechaliśmy na Morze Martwe, zatrzymaliśmy się w takim średnim hotelu nad wyschniętym morzem, do wody było ok. kilometra. Przewodnik opowiedział nam o tych bardzo ciekawych zjawiskach wysychania Morza Martwego. Kiedyś ten hotel stał nad samym brzegiem morza, przyjeżdżało tu mnóstwo gości na kuracje solankowe, masaże i wypoczynek.

Teraz właściciele zastanawiają się nad zamknięciem interesu i przeniesieniem w inne miejsce. Jednak brak środków ich skutecznie zniechęca, przez to żyją tu z dnia na dzień i czekają już wyłącznie na wycieczki objazdowe zostające, tak jak nasza grupa tylko na jeden nocleg ze śniadaniem.

O internecie oczywiście można zapomnieć, nie potrzebne dodatkowe obciążenie dla hotelu, właściciele wychodzą z założenia, że nie będzie to i tak stanowiło jakiegoś niezbędnego warunku przyjazdu i pobytu. Wystarczy nocleg i śniadanie, przed południem i tak wszyscy wyjeżdżają. Musiałam znowu skorzystać z telefonu przewodnika. Józek, poprosił jeszcze o jeden dzień.

Dalej niczego nie potwierdził, pomysł ze zdjęciami na FB też odwołał. Powiedział, że do ustalenia jakiejś potwierdzonej informacji przez jego źródło nie powinniśmy nagłaśniać sprawy. Jeżeli jutro nic się nie wyjaśni, wszystko załatwi, wstawi zdjęcie na portalach i poprosi znajomego z policji kryminalnej o pomoc oraz wsparcie.

Ok. poczekajmy zatem do jutra.

cdn…

Dzień 15

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Zjadłam śniadanie już o 7.30, na wszelki wypadek jakby coś się wydarzyło, czekam na wieści od Kazika. Mam nadzieję, że jeszcze zwolni się jedno miejsce i uda nam się razem polecieć, zawsze to raźniej i łatwiej szczególnie w tak niebezpiecznym kraju jak Izrael. Przecież ciągle słyszymy o zamachach, a teraz zbliżają się Święta Wielkanocne i z tego co wiem zagrożenie zamachami jest jeszcze większe. Właśnie zadzwonił mąż, przekazał smutne informacje, sąsiedzi nie dadzą rady, pomogą ale tylko doraźnie jeżeli Kazik zadzwoni przyjadą zrobią co trzeba bez żadnych pieniędzy, ale zostawić na tak długi okres swojego gospodarstwa nie mogą… Trudno, muszę się przygotować do wyjazdu, szczególnie psychicznie, bo pozytywne nastawienie może mi bardzo tam pomóc. Zadzwoniłam do biura podróży i potwierdziłam rezerwację, teraz muszę załatwić wszystkie formalności i jutro w drogę.

Po rozmowie przez Skypa z Józkiem – tym z Izraela oczywiście -ustaliliśmy, że po przyjeździe on mnie przywita na lotnisku i przekaże co ustalił w sprawie Hani. Jeszcze nie ma czegoś konkretnego, czeka na informacje od znajomego z Mosadu, czyli chyba najskuteczniejszych służb na świecie!

Czasami wydaje mi się, że to tylko sen, za chwile się obudzę i wszystko będzie jak dawniej : ja z mężem na gospodarce, Hani na studiach w Gdańsku. Odwiedzamy ją, spacerujemy brzegiem morza, rozmawiamy i żyjemy jej szczęściem. Właściwie czekaliśmy na informację od córki o zbliżającym się ślubie, potem wnuki, ich wspólne przyjazdy na wieś, zajmowanie się dziećmi, śmiech i szczęście dziadków! A mamy łzy, niepokój o przyszłość, niepewność i strach.

Wyjazd w miejsce o którym całe życie tylko marzyłam, szczególny czas, Wielkanoc ja w miejscu tak ważnym dla chrześcijan i to teraz się spełnia, ale zamiast szczęścia jest rozpacz. Jadę odszukać moje dziecko, zrobię wszystko co będzie konieczne, oddam cały majątek, ale Hania musi wrócić do domu.

Po potwierdzeniu i załatwieniu wszystkich formalności, zadzwoniłam do męża żeby się pożegnać. Powiedział, że wieczorem będzie na miejscu i rano odwiezie mnie na lotnisko, chce mnie jeszcze zobaczyć i mocno przytulić na szczęście. Cieszę się, to będzie tydzień czasu, przyda mi się taki pozytywny kop na drogę i świadomość, że mąż o mnie myśli i ciągle mnie wspiera. Kiedyś, myślałam sobie i z wyrzutem mówiłam do niego : „Kazik, ty ciągle pracujesz, nie masz czasu na nic więcej tylko praca, nie jeździmy Giżycka, do kina, może tylko z raz na miesiąc do kawiarni, tylko praca i praca, a przyjemności gdzie, kiedy, jak będziemy staruszkami?”. Teraz wstydzę się tych słów, przecież Kazik zawsze taki był, nie lubił chodzić na dyskoteki, do restauracji, tylko czasami spotykał się ze znajomymi. Zawsze miał czas tylko dla mnie i dla najbliższej rodziny…to niby dlaczego teraz ma być inny, przecież takiego go chciałam, takiego pokochałam. Wcześniej bałam się, żeby nie trafić na takiego faceta jak ci z opowieści moich koleżanek. Widząc ciągle zapłakane dziewczyny, opowiadające o swoich mężach czy chłopakach, jak piją, wychodzą na całe noce do kumpli, imprezują, nawet je biją – modliłam się o porządnego, dobrego i pracowitego, właśnie takiego Kazika…i co jak już takiego znalazłam to chciałam żeby się zmienił. Przepraszam za takie myśli, to jest mąż idealny, kochający i żyjący tylko dla nas, dla mnie i Hani, ma takie klapki na oczach które mu zasłaniają wszystkie zbytki i dobra, pozwalają widzieć tylko nas. Muszę go namawiać żeby kupił sobie coś nowego, zawsze wszystko ma, niczego nie potrzebuje. Jeżeli coś trzeba Hani po prostu idzie i kupuje, albo daje pieniądze, czy mu się to podoba czy nie. Mnie wręcz zmusza do zakupów, ciągle robi nam jakieś prezenty, zaskakuje pomysłami na modernizacje gospodarki. Po prosty żyje nami i domem! Rzadki przypadek i w dodatku mój! Będzie mi go bardzo brakowało, niby tylko tydzień czasu, a ja już tęsknię.

Wreszcie dojechał do Gdańska, zadzwonił i poprosiła żebym zeszła otworzyć drzwi, bo nie chce budzić pani Wiktorii. Zeszłam na dół, oczywiście gospodyni już stała przy drzwiach i rozmawiała z Kazikiem. Powiedziała, że to wszystko bardzo przeżywa i nie może spać, teraz myśli o tym czy sobie poradzę tam sama, tak daleko. Ponoć w jakiejś telewizji słyszała o kolejnym zamachu w Jerozolimie, na święta do Izraela przyjeżdża dwa-trzy razy więcej turystów niż normalnie, a co za tym idzie jest jeszcze większe niebezpieczeństwo zamachów. Poszliśmy na górę, ale pani Wiktoria jeszcze tradycyjnie przyniosła herbatkę i przypomniała żeby koniecznie się z nią jutro pożegnać, bo będzie miała małą prośbę do mnie, przekaże mi mały medalik i poprosi o poświęcenie tam na Ziemi Świętej : „To będzie medalik dla Hani, ale sama go jej wręczę jak wróci i mnie odwiedzie – obieca mi pani, pani Gosiu? On będzie ją chronił w przyszłości, to Matka Boska Brzemienna z Matemblewa, sanktuarium w Gdańsku…”. Finał był taki, że obie się popłakałyśmy i pożegnałyśmy bez słów…Kazik, już był bardzo zmęczony więc po krótkiej rozmowie położyliśmy się, trzeba było wstać o 5.45 najpóźniej, bo o 7.00 muszę już być na lotnisku.

cdn…

Dzień 14

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Nowy dzień przyniósł nowe siły do działania. Pani Wiktoria poprosiła mnie o poranny spacer, niby nie ma siły już sama maszerować po plaży. Myślę, że to jest tylko pretekst, żeby mnie wyciągnąć na świeże powietrze i porozmawiać o czymś innym, pozwolić organizmowi odsapnąć i zwolnić trochę miejsca na inne aspekty życia. Oczywiście myśli pozostają przy Hani, ale taka rozmowa o niczym jest bardzo potrzebna. Pani gospodyni opowiedziała mi całą, bardzo ciekawą historię jej rodziny. Zaczynając od swojego ojca i matki, a na wnukach kończąc. No właśnie jej ojciec, z tych opowieści bardzo mi przypomina moją córkę. Łączy ich zauroczenie obcymi kulturami, chęć i gotowość ciągłych podróży, praca połączona z poznawaniem i podróżowaniem, zarabianie na siebie i przemieszczanie się praktycznie po kosztach. Przejazdy autostopem po Europie w przypadku Hani, a w przypadku Pana Antoniego, ojca gospodyni podróżowanie za chlebem i poznawanie Ameryki Południowej. Czasy Pana Antoniego to były lata 30-ste dwudziestego wieku, sam tak daleki wyjazd to był wyczyn i temat rozmów dla całej wsi. Po powrocie wszyscy chcieli usłyszeć co zobaczył, jakich ludzi spotkał, gdzie pracował i jak tam jest. Hania wracając do kraju pokazywała zdjęcia, ale wcześniej opisywała miejsca pobytu na FB, wstawiała zdjęcia z różnych miejsc. Inne czasy, inne formy przekazu, teraz jest łatwiej i prościej, ale czy ciekawiej? Czy ludzie spotykają się jak kiedyś i wysłuchują w skupieniu opowieści z zapartym tchem?

Po tym dwugodzinnym spacerze Pani gospodyni była mniej zmęczona niż ja, brzegiem morza doszłyśmy do Molo w Sopocie i z powrotem czyli ok. 5 kilometrów. Skąd ta kobieta ma tyle siły? Pewnie ja w jej wieku już nie dam rady wyjść po zakupy, a ona jeszcze sama sobie gotuje: „Kochana Gosiu, synowa oczywiście robi obiady i to smaczne, ale czasami jak się jakaś potrawa przyczepi to trzeba samemu upitrasić, nie czekać tylko zrobić, a i reszta domowników się załapie”. Rozmowa i przebywanie z nią to dla mnie jak spotkanie z najlepszym psychologiem czy psychoanalitykiem, bijący optymizm i chęci do życia, do pomagania innym to najlepsza terapia!

Zadzwonił Kazik, powiedział, że jutro będzie wiedział czy znalazł zastępstwo na gospodarce, sąsiedzi z wioski oddalonej o parę kilometrów mają się zastanowić czy chcą i mogą zostawić swoje gospodarstwo i przenieść się na tydzień do nas. Codzienne przyjazdy i doglądanie nie mają sensu, oni mają dwóch dorosłych synów którzy powinni sobie poradzić na swoim, jednak obydwaj dorywczo u kogoś pracują, stąd potrzeba czasu na ustalenia. Powiedziałam mężowi o moich poszukiwaniach wycieczki do Izraela, niestety terminy raczej odległe za 3-4 tygodnie najwcześniej. Prosiłam o informacje gdyby się coś zwolniło, przekazałam naszą gotowość do wyjazdu nawet następnego dnia. Zadzwoniłam też do portalu w którym jest oferta wszystkich biur podróży, oni również będą czuwali i jak tylko coś się zwolni zrobią rezerwację dla nas, mają już nasze dane, skany paszportów i wszystkie niezbędne informacje. Poprosiłam Kazika żeby już, na spokoju się spakował, potem w panice zapomnimy połowy przydatnych w takiej wyprawie rzeczy, ja zrobiłam podobnie. Wszystko czeka w walizce, tylko sygnał i jestem gotowa.

Pod wieczór zadzwoniła Pani Kasia z portalu podróżniczego z informacją, że jest tylko jedno wolne miejsce na tygodniową wycieczkę objazdową po Ziemi Świętej. Niestety tylko jedno, zachorowała jakaś kobieta mająca lecieć z synem i synową. Wylot jest za dwa dni i pewnie nic więcej się już nie zwolni. Jutro rano, tak 9.30 maksymalnie 10.00 musimy się zdecydować czy bierzemy jeżeli nie mają jeszcze jednego chętnego. Po rozmowie z mężem postanowiliśmy, że nie możemy czekać i któreś z nas pojedzie. Jeżeli sąsiedzi potwierdzą zastępstwo na gospodarce pojedzie Kazik, jeżeli nie pojadę ja. Sama i tak bym nie dała rady na roli, prowadzenie nowoczesnego traktora to nie dla mnie, dodatkowo zwierzęta i dużo ciężkiej pracy fizycznej. Lepiej żeby został mąż, ja wolę być tam i szukać, na miejscu i byłby jeszcze większy stres i strach. Postanowione, czekamy na jutrzejszy dzień, jeszcze musimy wstępnie poinformować Józka o naszych planach. Napiszę do niego, niech wstępnie zacznie się przygotowywać, też będzie musiał załatwić sobie kilka wolnych dni. Na ile go znamy, jeżeli obiecał pomoc to zrobi wszystko co w jego mocy, ruszy wszystkich znajomych, wykorzysta wszystkie znajomości. Wcześniej powiedział jeszcze, że jeżeli nasza córka jest w Izraelu to on ja znajdzie. Na takie słowa już sobie wyobrażam nasze spotkanie z Hanią…

cdn…

Dzień 12

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Rano po szybkim śniadaniu, staraliśmy się coś zaplanować, obrać jakiś kierunek dalszego działania, jednak wszystkie pomysły spełzały na niczym. Ciężko coś zrobić nie mając żadnych wskazówek. Przecież jak dotąd wszystkie tropy padały, łącznie z tym wylotem Hani do Dubaju. Prawdę mówiąc Dubaj nam tylko bardziej namieszał, bo teraz właściwie juz niczego nie wiemy. Skoro wsiadła do samolotu to gdzie jest, jak ja odnaleźć nie wiedząc gdzie szukać? Jedyna nadzieja w naszych państwowych służbach, oni maja odpowiednie narzędzia, wszędzie ludzi i kontakty, a my co…?

Jak wstępnie planowaliśmy, Kazik wróci do domu na kilka dni i spróbuje wszystko poukładać, może mu się uda znaleźć kogoś odpowiedniego na gospodarkę. Umówiliśmy się, że jak coś się wydarzy to szybko wróci i mnie wesprze w każdej sprawie. Ja wybieram się do Człuchowa, może i tym razem jasnowidz podsunie nam jakiś trop. Zabiorę inne rzeczy Hani, może jeszcze bardziej osobisty jak prosił i uda się określić miejsce pobytu Hani, jak nie to chociaż potwierdzi czy wsiadła do samolotu?

Trafiłam na wielkie korki, ponad 2,5 godziny jazdy, jestem wykończona, wykończona ale i pełna nadziei. Hania może teraz jest sama, bez pomocy, bez wsparcia, cierpi fizycznie, a pewnie jeszcze bardziej psychicznie. Ona potrzebuje naszej pomocy i do ostatecznego rozstrzygnięcia tej sprawy taką pomoc będzie od nas otrzymywała. Jeżeli będzie potrzeba przeszukam cała Polskę, Europę czy każde inne miejsce na ziemi! Nigdy się nie poddam, to nasza jedyna córka i sens całego życia, bez niej to wszystko nie ma sensu! Czym są pieniądze, dobra materialne, władza, posiadanie? Gdy nie ma miłości, gdy nie ma bliskiej osoby, gdy nie ma z kim tego wszystkiego kosztować, przeżywać to przecież nie ma sensu…My zawsze ciężko pracowaliśmy, chcieliśmy żeby nasze dziecko miało wszystko to czego my w naszych biednych rodzinnych domach nie mieliśmy. Było dużo miłości, ale i ciężkiej pracy na roli już od dziecka, takie były czasy, dzieci pracowały kosztem nauki, zabawy. Teraz jest o wiele lepiej, jedno tylko się nie zmieniło – jak się posiada dużo gospodarstwo zawsze jest robota, zawsze coś trzeba naprawić, codziennie dbać o zwierzęta, nie można wyjechać na urlop. Kazik robił wszystko żeby przynajmniej raz w roku wyjechać całą rodzinką na jakiś zagraniczny tydzień, chciał pokazać Hani inny świat, inne kultury, chciał żeby była bardziej otwarta na ludzi. I tak było, wszczepił jej zamiłowanie do podróży, miała bardzo dużo kontaktów w różnych miejscach świata, a teraz to wszystko stało się niestety mało ważne i jednak nieskuteczne. Koleżanki i koledzy Hani ze studiów, wysłali wiadomości o jej zaginięciu do wszystkich możliwych znajomych na portalach społecznościowych i też nic…

Jasnowidz przyjmuje mnie bardzo sympatycznie, natychmiast prosi o rzeczy które przywiozłam i przystępuje do działania. Trwa to jeszcze dłużej niż poprzednio, prosi żebym wyszła do ogrodu i tam w spokoju wypiła kawę, a on dzięki temu jeszcze bardziej będzie mógł się skoncentrować na wizji. Po długim oczekiwaniu, wreszcie prosi mnie do środka i opowiada o jego spostrzeżeniach : ” Pani Małgosiu, nie jestem Bogiem, więc nie jestem nie omylny, ale według moich wizji mam 100% pewność, że Pani córka wsiadła do tego samolotu i go nie opuściła. Więcej, mam pewność lotu córki i jakiegoś incydentu na pokładzie z jej udziałem. Tutaj jednak pewności 100% już nie mam czy incydent dotyczył jej bezpośrednio, czy ona tylko była w pobliżu. Bardzo proszę poprosić o kontakt z personelem tego lotu i może dzięki temu uda się coś więcej wyjaśnić, przecież nasze służby mają takie możliwości, dziwię się już dawno sami powinni to sprawdzić”. ” Bardzo Panu jeszcze raz dziękuję, oczywiście jeżeli jeszcze coś uda się dodatkowo wskazać będę wdzięczna za informację”.

Wracam do Gdańska, gość ma rację przecież personel można było już dawno sprawdzić, oni na to nie wpadli albo jeszcze nie dotarli do tej załogi. Piloci i stewardesy ciągle latają po całym świecie, więc trudno ich wezwać na spotkanie/przesłuchanie czy gdzieś umówić.

Wieczorem przy kolacji z Panią Wiktorią opowiedziałam zaległości z tych ostatnich bardzo pędzących dni. Gospodyni działa na mnie jak lek uspokajający, jest bardzo modra życiowo i rzeczowo doradza. Robi to oczywiście kompletnie bezinteresownie. Przed chwila oznajmiła mi, że dostałam rabat na cały pobyt. Zapłacę tylko połowę umówionej kwoty w tym będzie również jedzenie gratis. Na moje słowa, że tak nie można, przecież ma swoje potrzeby i wydatki, mnie stać na taka zapłatę, a płace i tak minimum – przerwała mi i powiedziała : ” Kochana Gosiu, bardzo chce Wam pomóc, nie mogę inaczej ale tak właśnie mogę i nikt mi tego nie zabroni – koniec rozmowy, nie wracajmy do tego – Pani ma się skupić tylko na córce, jak Hanie się odnajdzie i wszystko się skończy zaprosi mnie Pani do siebie na wieś”! Podziękowałam, przytuliłyśmy się jak matka z matką i poszłam spać.

Nagle zadzwonił telefon…zdrętwiałam ze strachu, teraz telefon? musiało coś się stać… to jakiś obcy numer, muszę przezwyciężyć tak ogromny strach, niepokój i odebrać nie mam wyjścia…To telefon ze służb wywiadowczych, przedstawił się jakiś oficer wysokiej rangi tyle, że ja nic nie zrozumiałam, ciągle byłam przerażona i przygotowana na najgorsze. „Witam Panią, udało nam się sprawdzić na sto procenta co się stało na pokładzie samolotu, rozmawialiśmy z załogą. Podczas lotu doszło do zatrzymania oddechu jednego z pasażerów. Wśród pasażerów nie było lekarza, ale jak się okazało była młoda dziewczyna która potrafiła pomóc, miała ukończone kursy pierwszej pomocy. Pokazaliśmy zdjęcia Pani córki i okazało się, że to ona. Samolot awaryjnie wylądował w Izraelu na lotnisku w Eljacie, czyli blisko granicy trzech państwa : Jordania, Egipt, Izrael. Tam właśnie zostawiono pasażera, wysiadł sam jednak jak również potwierdziliśmy Pani córka nie doleciała do Dubaja. Przypuszczamy, że również mogła tam wysiąść, jednak nie wiemy jak to się stało. Czy to był przypadek w tym całym zamieszaniu, czy celowe działanie, może jakaś inna przyczyna. Wszystko się komplikuje, a jednocześnie zamyka w jakąś jeszcze bliżej nieokreśloną całość. Przecież Pani córka wyleciała z Polski jako obywatelka Izraela z fałszywym nazwiskiem i paszportem. Na dzień dzisiejszy to wszystko, jutro jak tylko się dowiemy czegoś więcej damy znać. Dobranoc.” – ” Bardzo dziękuję za informacje i proszę do mnie dzwonić o każdej porze dnia i nocy jak tylko uda się cis jeszcze ustalić!”. Czyli żyje, to najważniejsze, doleciała do Eljatu, jutro sprawdzę jak tam można się dostać, jeszcze opowiem wszystko Kazikowi i rano do działania!

Dzień 1

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

1

Nie mam kontaktu z córką już od 3 dni, zgłaszałam zaginiecie na policji, ale nic nie robią. Dzwoniłam już do całej rodziny, wszystkich znajomych córki, na uczelnię…i dalej nic! Wariuję i czuję, że muszę coś sama zrobić – mąż ciągle mnie uspokaja : ” daj spokój nic się nie stało, może wyjechała gdzieś z nowym chłopakiem, może chciała chwilkę odsapnąć i odpocząć od nauki – przecież wiesz, ile musi się uczyć!”. Policja swoje, za każdym razem jak nakręcona : „działamy, szukamy, sprawdzamy – proszę spokojnie czekać, jak tylko się czegoś dowiemy damy znać, zadzwonimy natychmiast, proszę jechać do domu i czekać, może córka wróci i wszystko wyjaśni…” – sami sobie czekajcie, ja działam!

Właśnie!  Jej nowy chłopak – nic o nim nie wiem. Wcześniej opowiadała o każdej nowej znajomości. A jak zrobił jej jakąś krzywdę, może ją pobił, może zamknął gdzieś i przetrzymuje wbrew jej woli, a  może tylko gdzieś wyjechali i nie zdążyła powiedzieć tak jak mówił mój mąż. Boże co robić, jak ją odnaleźć, od czego zacząć?

Do jutra będę u koleżanki która wspiera mnie jak może. Mieszka z mężem, dwójką dzieci i chorą matką w dwóch pokojach, ja śpię w kuchni na napompowanym materacu. Do jutra okej, potem muszę czegoś poszukać, jakiś mały pokoik, ale bez zobowiązań, nie u znajomych, nie mogę innym robić kłopotów, poza tym tylko chcę się przespać i wykąpać, cały dzień muszę działać, szukać, dzwonić. Trzeba zaplanować strategię działania, u koleżanki jest mi dobrze, ale za dużo hałasu, nie mogę zebrać myśli…

Dzwonił mąż, niestety żadnych nowych informacji. Mieszkamy w Upałtach, malutkiej wsi na Mazurach koło Giżycka. Pięknie położona, nad jeziorem, mieszkańców może setka się uzbiera. Wieś jak to wieś, już wszyscy wszystko wiedzą, każdy doradza mężowi, co ma zrobić, co mogło się wydarzyć : „a to Panie teraz takie czasy strach z domu wychodzić…” albo : ” tyle tych różnych się kręci i jeszcze te imigranty, nie można nikomu ufać…”. Kazik, mój mąż już ma dosyć, gdyby nie praca na gospodarce już dawno by przyjechał do mnie do Gdańska szukać córki, nie może, nie ma komu gospodarzyć.

Nasza jedyna córeczka zawsze marzyła o studiach w Gdańsku i udało się jej. Jest na drugim roku Turystyki i Rekreacji AWFiS, kocha podróże, nowe kultury, języki obce i nie tylko te najpopularniejsze. Ostatnio kupiła zestaw do nauki Hindi…no właśnie, dlaczego akurat Hindi, może poznała na uczelni jakiegoś Hindusa, może to będzie jakiś trop! Od czegoś przecież muszę zacząć te poszukiwania : wynająć jakiś pokój, odnaleźć nowego chłopaka córki, sprawdzić kto i gdzie ją widział ostatnio! Tak! Wreszcie mam plan – jutro od rana działam…chwila dlaczego od jutra? Przecież pokój mogę juz dzisiaj wynająć, szkoda każdej chwili.

Wpisuję w wyszukiwarce : wolny pokój od zaraz, tani, bez wygód, musi być blisko AWFiS i tyle. Pokazało się kilka ofert, najlepiej wygląda ta w Jelitkowie, blisko morza, ale przede wszystkim niedaleko uczelni, cicha i spokojna dzielnica, gdzie wielu studentów spędza wolny czas.

– Dobry wieczór, czy oferta wynajęcia pokoju jest aktualna?

– Tak, odpowiada miły głos starszej Pani – jeżeli jest Pani niepalącą osobą i odpowiada cena zapraszam jutro…

– …a czy mogę jeszcze w dniu dzisiejszym zobaczyć? Mieszkam u znajomej, nie mogę już dłużej robić zamieszania, dlatego ten pośpiech. Zostaję tu do jutra, ale jutro muszę już coś wynająć.

– Jak mus to mus, jest Pani samochodem, czy syn ma po Panią gdzieś wyjechać?

– Tak mam auto, proszę nie robić sobie kłopotu i podać mi adres, jak będę miała problem z trafieniem zadzwonię.

– Ok. czekam zatem na Panią, Gdańsk ulica Bursztynowa 77…

– Będę za 15 minut.

Na miejscu się okazało, że dobrze wybrałam. Dom jednorodzinny, starsza Pani wynajmuje pokoje, mieszka z synem i jego rodziną. Tak naprawdę to syn prowadzi interes, kobieta jest już po osiemdziesiątce i tylko pomaga. Kiedyś z mężem  prowadziła dom wczasowy i stołówkę dla górników z kopalni Czerwone Zagłębie dla ponad 100 osób i dawała radę. Nawet teraz jest pełna wigoru – opowiadała o codziennych, wielogodzinnych spacerach nad morzem :  „tak żeby kości się nie zastały”. Pokrótce opowiedziałam jej moją historię, słuchała z zapartym tchem i powiedziała, że pomoże jak tylko będzie mogła, również jej syn Michał i cała rodzina.

Sama rozwiesi plakaty podczas spaceru – no właśnie plakaty ze zdjęciem córki – a może za wcześnie, może jutro się wszystko wyjaśni? Ale pomysł dobry. Jutro się przeniosę i zaczynam działać…Pożegnałam się, podziękowałam za dodatkowy rabat i wynajęłam pokój na trzy dni. Jak Hania – tak ma na imię moja córka – jak Hania się odnajdzie zostanę jeszcze żeby z nią porozmawiać, może ma jakieś problemy, sprawy którymi chciałaby się ze mną podzielić no i ten nowy chłopak, jaki jest, jak wygląda, co robi, czy to ktoś na dłużej, czy tylko przelotna znajomość…?

Wróciłam do koleżanki, Ania już czekała z całą rodziną, przygotowali kolację, materac już był napompowany, zjedliśmy, wzięłam prysznic i szybko poszłam się spać. Co z tego, że szybko się położyłam, nawet nie zmrużyłam oka do rana…

( …cdn )

„ZAGINIONA dzień po dniu” już na naszym Portalu!

Zaginiona dzień po dniu

Już na naszym Portalu!

Czytajcie o historii kobiety, matki, żony której życie przewraca się do góry nogami po zaginięciu ukochanej córki, jedynaczki. Wyjechała na studia do Gdańska i ślad po niej zaginął…

Co się z nią stało, czy się odnajdzie? Codzienne zmagania kobiety z małej wioski na Mazurach w zupełnie innym wielkomiejskim środowisku…

Długie poszukiwania i finał na który, niestety musicie poczekać do ostatniego odcinka/wpisu na naszym Portalu w zakładce :

ZAGINIONA DZIEŃ PO DNIU

Wyłącznie na naszym portalu!

Zapraszamy do lektury!

Poleca Pozytywny Portal www.Pomorzanie.info

Autor : Zibi