Dzień 11

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Dubaj, przez całą noc myślałam tylko o tym mieście. Daleko, inna kultura, inni ludzie, Hania jest chrześcijanką, dlaczego tam pojechała bez powiadomienia nas o tym. Nawet jeżeli to tylko wycieczka i wróci za parę dni powinna zadzwonić i powiedzieć : „kochani rodzice wracam za tydzień, dwa czy za miesiąc” – przecież i tak bym się zgodziła. Teraz myślę o pieniądzach, przecież taki wypad to spora kasa, Hania raczej nie miała aż tyle zaskórniaków. To co dostawała od nas wystarczało jej na życie, stołowanie się w akademickim barze i na jakieś wyjścia do kina, teatru, na dyskotekę, ale bez szaleństw. Musiała oszczędzać, nie chcieliśmy jej rozpieszczać i przyzwyczajać do łatwych pieniędzy. Na wszystko trzeba zapracować, opłacaliśmy wszystko co potrzebne : akademik, wyżywienie i drobne kieszonkowe, jeżeli chciała coś sobie kupić dorabiała jako hostessa lub kelnerka w restauracjach, bardzo dobrze sobie z tym radziła i nie musiała nas nawet prosić o dodatkowe wsparcie. Zawsze powtarzała, że i tak jej zachcianki ze studiowaniem w Gdańsku nas za dużo kosztują, była bardzo honorowa i chciała pokazać, że sobie poradzi. Taka postawa była bardzo ważna również dla nas. Wiedzieliśmy, że jak przyjdzie gorszy, finansowo gorszy czas dla nas to możemy na nią liczyć. Jeżeli odkładała sobie za wszystkie dodatkowe prace, nie wydawała tylko składała te pieniążki to oczywiście mogła uzbierać. Powinna się tym pochwalić, bardzo cieszymy się z jej każdego sukcesu, stara się takimi fajnymi, pozytywnymi sprawami nas jak najczęściej zaskakiwać, a my zawsze reagujemy tak samo. Radość i duma! Gdy zaliczy egzamin, jeżeli uzyska jakieś trudne zaliczenie, jak uzyska jakiś dobry sportowy wynik, pobije swój rekord, przecież to uczelnia sportowa i ona tam się bardzo dobrze odnajduje – to wszystko nas bardzo cieszy! Taki wyjazd z pewnością byśmy na swój, rodzica sposób przeżywali. Przecież w każdej normalnej rodzinie tak być powinno!

Jedziemy na komisariat, powinna już przyjść wiadomość z naszego MSZ. Tylko taka drogą możemy uzyskać pewna informację o osobach które wylądowały w Dubaju. Kapitan był bardzo zdenerwowany informacją jaka uzyskał z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Okazało się o osoba która wyleciała z lotniska w Gdańsku nie wysiadła w Dubaju i nie wiedzą co się z nią stało. Natasza Kobiercowa co więcej nie istnieje w ewidencji ludności ani Rosji, ani Izraela. Paszport o takim numerze został zgłoszony jako ukradziony następnego dnia po wylocie Hani z Polski. No to się skomplikowało na całego, to nie jest już jakieś tam normalne zaginięcie, to jakaś grubsza sprawa, którą muszą zająć się nasze tajne służby. Policja nam właściwie już więcej nie może pomóc, to wychodzi poza jej kompetencje. Tym razem musimy naprawdę czekać, nie ma jak pomóc, wiemy na pewno, że wyjechała z Polski tzn. wsiadła do samolotu…a jak to było tylko tak zaaranżowane? Może wcale nie wyleciała, może to miało tylko tak wyglądać? Podzieliliśmy się naszymi wątpliwościami z kapitanem, prosimy żeby nam pomógł wrócić na lotnisko i przejrzeć jeszcze inne kamery z monitoringu. Może zobaczymy Hanię w innym miejscu, może z jakiejś przyczyny musiała opuścić samolot? Kapitan chyba też miał wątpliwości, bez większych ceregieli zaprosił nas do radiowozu i od razu udaliśmy się na lotnisko.

Na szczęście zdążyliśmy przed korkami i w 20 minut byliśmy w Rębiechowie na lotnisku. Kapitan Dreszter w czasie jazdy potwierdził naszą wizytę na lotnisku, wyjaśnił zawiłość sytuacji i poprosił o pomoc na miejscu. Wszystko dzięki prywatnej znajomości z Prezesem lotniska, dzięki niemu mogliśmy spokojnie prześledzić monitoring ze wszystkich kamer zainstalowanych przy wejściach i wyjściach, w bagażowni, przy odprawie celnej, tankowaniu samolotów – dosłownie wszystko. Skończyliśmy o 2.30 w nocy, prawie nie widząc ze zmęczenia i niestety nic. Nie wydarzyło się nic co mogłoby nam pomóc w wyjaśnieniu sprawy. Byliśmy bardzo wdzięczni wszystkim osobą które zupełnie bezinteresownie zawaliły sobie cały dzień i nam tak bardzo pomogły. Dobrze spotkać tak dobrych i pomocnych ludzi w czasach materializmu i w większości przypadków kompletnego znieczulenia na los innych.

Wróciliśmy całkowicie „zaorani” psychicznie, nie mieliśmy pomysłu na dalsze działania, nie mieliśmy planu awaryjnego. Wszystko zgasło, nie było nawet światełka w tunelu, nadziei na jakieś rozwiązanie. Kazik powiedział, że jutro musi wracać do Upałt, bo komplikuje się sytuacja z sąsiadami, nie dają rady i trzeba to jakoś załatwić. Myślę, że mąż chce to wszystko jeszcze raz dobrze przemyśleć i ten powrót tez mu pasuje. Przy pracy na roli odpoczywa psychicznie, a pracując rodzą mu się najlepsze pomysły. Miast go przytłacza, męczy, wieś to jego żywioł więc nie będę robiła żadnych problemów, wręcz przeciwnie, będąc sama też muszę wykazywać większą inicjatywę. Takie krótkie rozstanie powinno nam pomóc. Rano ustalimy co i jak. Zaczniemy poszukiwania od nowa, może jeszcze raz podjadę do jasnowidza, może nasze służby coś odkryją. Zobaczymy. Musimy to wyjaśnić i już!

cdn…