Dzień 4

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Po tym bardzo pracowitym dniu nawet nie wiem kiedy wróciłam do mojego pokoju i zasnęłam, na stole stała już zimna herbata i tradycyjnie kromka chleba z serem. Pani Wiktoria przyniosła mi ten zestaw wieczorem ale już spałam, miała nadzieję, że się obudzę i zjem kolację. Rano jak zobaczyłam ten pakiet to pomyślałam, że jak w filmie – chyba : „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” Barei – kiedy jeden gość opowiada drugiemu jak ma zaplanowany dzień, chyba każdy to zna : „…śniadanie jem na kolacje, żeby rano nie tracić czasu…” – czy jakoś tak – wreszcie coś mnie rozbawiło. Od mojego przyjazdu do Gdańska żyję jakby obok, coś jak życie równoległe, jeżeli coś takiego istnieje, nic mnie nie cieszy, niczym się nie interesuję, nie mogę myśleć, ciężko się skupić. Wszystko co teraz mogę zrobić to modlitwa. Jestem katoliczką, praktykującą, więc to dla mnie naturalne, zwracam się do Boga tylko on mi został, przecież wyczerpałam już wszystkie możliwości. Moja babcia zawsze mówiła : „Jak coś zgubisz poproś Świętego Antoniego, pomódl się on Ci pomoże”. Tak właśnie zrobiłam, kiedyś wielokrotnie to się sprawdzało ale jak dotyczyło drobnych rzeczy, a teraz przecież chodzi o moją kochaną córeczkę.

Zeszłam na dół do Pani gospodyni, zobaczyła mnie i zbladła, musiałam okropnie wyglądać. Kazała mi usiąść i podała kawę plus kanapkę z szynką, której nie znoszę, powiedziała, że nie wypuści mnie z domu do czasu aż zjem i wypiję kawę.

– Pani Wiktorio, co mam robić? Przecież już zrobiłam wszystko co mogłam, wyczerpałam wszystkie możliwości, policja jej szuka, wszyscy znajomi wiedzą o zaginięciu, wczoraj rozwiesiliśmy tyle plakatów…

– A gazety, radio, telewizja!?

– Jeszcze internet, dodaje Jacek, wnuczek Pani Wiktorii – wstawimy zdjęcie na portale, poprosimy o udostępnianie, może akurat ktoś coś znajdzie, może ktoś napisze, że widział Pani córkę!

– Internet tak oczywiście, dziękuję, sama już dawno powinnam to zrobić ale inne media to pewnie jakieś wielkie koszty, niestety nie stać mnie, już teraz jesteśmy z mężem pod kreską. Studia córki, akademik, utrzymanie to wszystko tak dużo kosztuje ale dla dziecka wszystko. Mąż sprzeda auto, potem ciągnik aż ją znajdziemy!

– Spokojnie Pani Gosiu, znajdziemy dojście do kogoś kto zna kogoś, a ten jeszcze kogoś innego. Kiedyś mieszkał u nas taki reporter z Warszawy, przyjeżdżał na mecze piłkarskie dziennikarzy w Gdańsku, zabierał całą rodzinę, on grał, oni wypoczywali, a wieczorami zwiedzali Trójmiasto i okolice. Jacuś jak on się nazywa…nie Jabłoński ?

– Tak babciu, mam jego córkę wśród znajomych na FB, bardzo ładna, miła dziewczyna, poproszę ją o kontakt do ojca, na pewno pomoże!

Dostaliśmy telefon do redaktora, bardzo zainteresował się sprawą i zaproponował, że zrobi materiał, poprosi również kolegów z Pomorza żeby jak najmocniej nagłośnić zaginięcie. Właściwie cały dzień spędziłam na przekazywaniu różnych informacji dziennikarzom, przesłałam kilkanaście emaili ze zdjęciami i opisami Hani, wnuczek Pani Wiktorii pomagał mi z internetem, sam bym nie dała rady…

Niech ten dzień się jak najszybciej skończy, jutro możliwe, że się wszystko ruszy. Środki masowego przekazu zrobią swoje. Zasypiam z nadzieją na efektywne poszukiwania dzięki TV, ale również internet powinien pomóc…