Dzień 8

„ZAGINIONA – DZIEŃ PO DNIU…”

Dziwne…przespaliśmy całą noc, dopiero budzik nas obudził o 8.00, tak twardy sen chyba ze strachu, może również nadzieja spowodowała taki wewnętrzny spokój. Marzę o tym żeby przytulić Hanię, dowiedzieć się co się stało, gdzie była, czy nie zrobili jej jakiejś krzywdy, a co dalej czy ma dalej studiować na AWF-ie? Jeżeli złapią tych bandytów to okey, ale jeżeli nie? Przecież za jakiś czas mogą to znowu powtórzyć…zniszczyć życie kolejnej rodzinie? Hania jest najważniejsza, musi wrócić i już, kłopoty materialne to drugi plan będziemy martwili się później…spojrzałam na Kazika i zauważyłam w jego oczach najpierw wielki strach, za chwilę nienawiść i wolę zemsty, ale bałam się zapytać. Powiedział, że musi się przewietrzyć, przebrał się w dres, sportowe buty i rzucił wychodząc „idę pobiegać po plaży, za godzinkę wracam, mam telefon jakby zadzwonili szybko wrócę”.

         Wiedziałam, że musi się od stresować tym biegiem, zawsze tak robił, również po pożarze kilka lat temu. Spłonęła nasza stodoła z zapasem siana na całą zimę, Kazik po całej akcji gaszenia pożaru, pobiegł, nie było go dwie godziny. Po powrocie, wziął prysznic, przebrał się i zabrał się do porządków. Ja płakałam przez dwa dni i nie potrafiłam się pozbierać. Ten mój mąż to super gość, inny by się złościł, krzyczał żeby mu pomagać, a on po pracy wracał do domu i proponował kawę i ciastko na deser…Pełen spokój, znał mnie bardzo dobrze, wiedział, że przeżywam to zupełnie inaczej, przeczekał chociaż było mu bardzo ciężko. Po tej mojej rozpaczy, chyba po trzech dniach, bardzo się ucieszył widząc, że wracam do „żywych” i pomagam przy porządkach. Nie daliśmy rady sami wszystkiego zrobić, trzeba było rozebrać pogorzelisko i wywieźć wszystko na wysypisko, dopiero po roku stanęła nowa stodoła. Była drewniana, teraz jest murowana, trochę większa i nowocześniejsza. W dniu pożaru myśleliśmy, że wszystko stracone, a Kazik jeszcze tego samego dnia zaczął naprawiać…Teraz też tak będzie, rodzinka w komplecie, a pracą wszystko co materialne odrobimy. Tak jak obiecał wrócił po godzinie, nie dzwonili, czekaliśmy do 13.00 i nic, postanowiliśmy poczekać, może nas sprawdzali czy nie kombinujemy z policją, a może coś się wydarzyło…nie, nie nic, przepraszam za te złe myśli! Kazik już ma dosyć, chce dzwonić na policje albo tam pojechać, mówi, że; „Hania potrzebuje pomocy, a on tu siedzi bezczynnie o 15.00 jadę na posterunek, nie przekonasz mnie, to czekanie już nie ma sensu !”

            Wreszcie o 14.45 telefon, to oni, pytają czy mamy całą kwotę, czy wszystko zgodnie z obietnicą? straszą, że jak zobaczą choć jednego policjanta to zrywają umowę…szybko potakuję : ” Tak mamy wszystkie pieniądze, policja nic nie wie, chcę rozmawiać z córką to jedyny warunek przekazania pieniędzy, muszę wiedzieć, że nic jej nie jest…” krzyknął, że mam się zamknąć i słuchać, na wszystko przyjdzie czas, teraz mamy wsiąść do samochody i jechać tam gdzie powiedzą, pokierują nas przez telefon, a na miejscu zobaczymy córkę. Oczywiście zgodziłam się i szybko z torbą pełną pieniędzy  wsiedliśmy do auta. Kazali jechać w kierunku Żukowo czyli ok. 10 km od Gdańska, tam kazali zatrzymać się na stacji benzynowej, po 10 minutach , mieliśmy wrócić na pierwsze rondo, potem na drugie i zawrócić w kierunku Kościerzyny. Nikogo nie zauważyliśmy, nie wiem skąd nas obserwowali, ale wiedzieli wszystko, nawet to, że na stacji skorzystałam z toalety…powiedzieli, że następnym razem mam to zrobić w lesie i tylko wtedy gdy pozwolą.

            Serce bije tak mocno, boję się jakiegoś zawału, strach jest coraz większy… Mąż kiedyś powiedział, że jeżeli ktoś, kiedyś skrzywdzi Hanię to zabije! I nie były to tylko takie tam słowa w przenośni, on by to zrobił naprawdę! Kocha ją, a wszystko co robi, robi dla niej. Dla Kazika liczy się tylko rodzina, jesteśmy dla niego wszystkim, celem jego życia. Wiem, że po uwolnieniu Hani, będzie ich ścigał, nie odpuści, narazili ją na niebezpieczeństwo, przestraszyli, powinni dostać nauczkę – Kazik wyznaje dewizę : sąd, sądem ale sprawiedliwość musi być, a kara powinna być nauczką na przyszłość, powinna być taka, żeby następnym razem przestępca zastanowił się pięć razy czy warto znowu tak oberwać !

             Po 15 minutach jazdy jest telefon i znowu z innego numeru, chyba boją się podsłuchu. Mamy zjechać na skrzyżowaniu w lesie na Szymbark i zatrzymać się, po ok. 100 metrach na parkingu po prawej stronie, przy wejściu na wieżę widokową na szczycie Wieżyca, potem iść ścieżką do wieży, wejść na górę  i czekać. Tak zrobiliśmy, jesteśmy na górze, czekamy już 25 minut. Jest telefon: „zostańcie na górze, torbę z pieniędzmi zrzućcie na dół, dopiero wtedy uwolnimy córkę” – ” najpierw muszę porozmawiać z córką, chcę wiedzieć, że nic jej nie jest, proszę tylko dwa słowa…” – ” mamo to ja ” – usłyszałam w  telefonie, jednak jakoś inaczej, nie mam pewności, że to Hania „nic Ci nie jest córeczko, jak Twoja rana na głowie już nie krwawi…?” na szybko wymyśliłam. Nie ma żadnej rany, ale oni o tym nie wiedzą. Ten głos to chyba nie Hania, musimy raz jeszcze ją usłyszeć, może w stresie brzmi inaczej, może jest zmęczona, może ją bili wtedy głos pewnie może się zmienić – musimy mieć pewność, że to ona. ” Co z ta kasą, rzućcie na dół, czekam!” – „proszę podać mi jeszcze raz córkę, niech jeszcze coś powie, musimy mieć pewność” – ” dobra ostatnia szansa” – ” mamo wszystko dobrze, rana już zagojona…dajcie im ta kasę, już nie mam siły…”. Spojrzeliśmy na siebie : to nie Hania, inny głos i nie było żadnej rany. Kazik, szybko wysypał pieniądze z torby, prosił żeby mu zaufać, rzucił pustą torbę, w momencie jak ktoś się zbliżył do wieży i skierował po torbę, Kazik ruszył w dół. Skakał po kilka stopni, jak szalony, w połowie drogi zabrał wcześniej zostawiony drewniany kij i pobiegł za tym gościem. Nagle na miejscu pojawiły się 4 policyjne radiowozy i policjanci z kilku stron również ruszyli w pościg. Kazik dopadł tego oszusta, zdążył mu całkiem sporo przyłożyć, na szczęście przybiegli policjanci i go odciągnęli, ale powinien długo pamiętać to spotkanie z mężem, stracił kilka zębów, złamane żebra i połamane ręce. Najlepsze, że nawet nie było mi go żal, jeszcze bym mu sama dołożyła.

           Okazało się, że było ich trzech, jeszcze dwóch złapała policja po dłuższym pościgu, była również dziewczyna, siostra jednego z „porywaczy”, która udawała Hanię. Dziewczyna czekała w samochodzie jednak uciekła widząc co się dzieje. Policja zapewnia, że złapanie jej to tylko kwestia czasu. Ci bandyci widzieli materiał w telewizji, mieli problemy finansowe i dlatego wpadli na taki szatański pomysł. Niestety niczego nie wiedzieli na temat Hani, nawet jej nigdy nie widzieli, przepraszają i proszę o wybaczenie. Nawet ten połamany wyraził skruchę, powiedział, że mu się należało i nie wnosi żadnej skargi…no tak, jeszcze tego brakowało, skargi niech się cieszy, że mąż za moimi plecami miał cały czas podsłuch policji – przecież tylko to go uratowało. Okazało się, że ci młodzi ludzie po 20-25 lat stracili w jakiś sposób kilka kilogramów narkotyków i teraz mają na głowie mafiosów – dlatego podjęli takie ryzyko, trudno wiedzieli co robią, teraz poniosą tego konsekwencje.

            Wracamy do Gdańska, dopiero po drodze dociera do nas , że wszystko zaczynamy od nowa. Jesteśmy dokładnie w punkcie  wyjścia, żadnej wiadomości o Hani. Na komisariacie przy ulicy Kaprów w Gdańsku Oliwie jesteśmy grubo po 20-stej. Oficer dyżurny prosi naszego nowego prowadzącego dochodzenie. Tym razem to kapitan, Pan Andrzej Dreszter, wita się z Kazikiem i dziękuję za współpracę. To właśnie z nim mój mąż był w ciągłym kontakcie, bieg był tylko przykrywką, Kazik umówił się w parku, w sprawdzonym przez policję miejscu szybko założyli mu podsłuch i mógł wracać do domu. Na moje pytanie dlaczego tak zrobił powiedział, że miał takie przeczucie, policja również coś podejrzewała, a może tylko przeczuwała – przecież nie było żadnych dowodów, że to była tylko ściema…Może jutro będzie lepszy dzień i przyniesie nowe wiadomości o Hani, mamy w planach zatrudnienie prywatnego detektywa, słyszałam również o jasnowidzu z Człuchowa któremu czasami udaje się kogoś odnaleźć…

cdn…

Dodaj komentarz